Kategorie
Samorządy

Architekci kontra inżynierowie. O co toczy się ta bitwa w sprawie Polityki Architektonicznej Państwa?

W Polsce trwa spór między dwoma środowiskami zawodowymi, który na pierwszy rzut oka wygląda jak akademicka kłótnia o definicje. W rzeczywistości chodzi o wpływy, pieniądze i o to, kto będzie kształtował przepisy dotyczące budownictwa przez najbliższe dekady.

Z jednej strony: Polska Izba Inżynierów Budownictwa (PIIB), zrzeszająca ponad 130 000 inżynierów. Z drugiej: środowisko architektów skupione wokół Izby Architektów RP (IARP) i Kongresu Architektury Polskiej. A pomiędzy nimi: rządowy dokument o nazwie Polityka Architektoniczna Państwa, który jeszcze nie powstał — ale już wywołał otwartą wojnę.

Czym jest Polityka Architektoniczna Państwa i dlaczego ktokolwiek miałby się nią przejmować?

Polityka Architektoniczna Państwa (PAP) to planowany dokument strategiczny rządu, który ma określić, jak Polska podchodzi do jakości przestrzeni — miast, budynków, ulic, infrastruktury. Brzmi abstrakcyjnie, ale dokumenty tego rodzaju mają realne konsekwencje: wpływają na przepisy o zamówieniach publicznych, wymagania projektowe, podział ról w procesach inwestycyjnych i na to, kto dostaje zlecenia na duże inwestycje publiczne.

W maju 2026 r. odbył się Kongres Architektury Polskiej, na którym wypracowano „Kartę Warszawską 2026 — Fundamenty Polityki Architektonicznej Państwa”. Dokument trafił do ministrów: Finansów i Gospodarki oraz Rozwoju i Technologii.

I wtedy odezwała się PIIB.

Co zarzucają inżynierowie?

PIIB opublikowała obszerne stanowisko — formalny raport skierowany bezpośrednio do obu ministrów — w którym stawia architektom jeden centralny zarzut: zawłaszczacie język.

Chodzi o to, że dokument używa słowa „architektura” jako pojęcia obejmującego całość środowiska zabudowanego — czyli wszystko to, co człowiek zbudował: budynki, drogi, sieci wodociągowe, mosty, place, parki. Tymczasem architektura to — z punktu widzenia prawa budowlanego i podziału uprawnień — tylko część tego procesu. Architekci odpowiadają za formę, bryłę i przestrzeń budynku. Inżynierowie odpowiadają za konstrukcję, instalacje, infrastrukturę, bezpieczeństwo, trwałość i wykonalność.

„Jeżeli całość środowiska zabudowanego zostanie nazwana architekturą, to zniknie z pola widzenia to, co w procesie budowlanym jest równie istotne, a często podstawowe: infrastruktura, konstrukcja, instalacje, bezpieczeństwo, utrzymanie, geotechnika, gospodarka wodna i energetyka” — pisze PIIB.

Mówiąc prościej: inżynierowie twierdzą, że architekci próbują przejąć narrację o jakości budownictwa, a przy okazji — symbolicznie — całe budownictwo.

Jak odpowiedzieli architekci?

Organizatorzy Kongresu wydali odpowiedź skierowaną do tych samych ministrów. Ton — spokojny, ale z wyraźnymi kolcami.

Po pierwsze zapewniają, że Karta Warszawska „nigdy nie miała na celu budowania monopoli zawodowych ani sztucznych hierarchii”. Współczesna przestrzeń wymaga współpracy architektów, inżynierów, urbanistów i administracji — piszą — i tak właśnie rozumieją ideę PAP.

Po drugie jednak — i to jest najostrzejszy fragment odpowiedzi — piszą wprost, że „nie wydaje się zasadne prowadzenie daleko idącej polemiki wobec dokumentu, którego finalna wersja nie została jeszcze formalnie przekazana Ministrowi”.

Innymi słowy: PIIB zaatakowała dokument zanim ten oficjalnie trafił do rządu, i to bezpośrednio do ministrów, omijając kongresową debatę. To nie jest merytoryczna polemika — to zagranie polityczne.

Kto ma rację?

Obydwie strony mają rację — i obydwie bronią własnych interesów, choć obie mówią, że chodzi im wyłącznie o dobro wspólne.

PIIB ma rację merytorycznie. Nazwa „Polityka Architektoniczna” rzeczywiście sugeruje, że to sprawa architektów. A w polskiej praktyce administracyjnej język dokumentów strategicznych ma znaczenie — kształtuje późniejsze przepisy i interpretacje. Dom, który stoi bezpiecznie przez 100 lat, zawdzięcza to w równym stopniu architektowi, który go zaprojektował, konstruktorowi, który obliczył fundamenty i stropy, oraz instalatorom, którzy zadbali o ogrzewanie, wentylację i elektrykę. Zawężanie tego do „architektury” jest błędem — i PIIB ma rację, że to błąd z konsekwencjami.

Architekci mają rację proceduralnie. PIIB wybrała konfrontacyjną ścieżkę: list otwarty do ministrów, przed finalizacją dokumentu, z pominięciem debaty środowiskowej. Kongres był otwarty — można było w nim uczestniczyć. Zamiast tego PIIB czeka na gotowy dokument i uderza w ministrów, licząc na interwencję z góry. To nie jest dialog — to lobbing.

O co naprawdę chodzi? Pieniądze i zamówienia publiczne

Jest jeden temat, o którym obie strony nie piszą wprost, ale który unosi się nad całym sporem: zamówienia publiczne.

Polska wydaje rocznie dziesiątki miliardów złotych na inwestycje budowlane finansowane ze środków publicznych — szkoły, szpitale, drogi, urzędy, osiedla komunalne. Przepisy dotyczące tego, kto może je projektować, w jakiej roli i na jakich warunkach, mają ogromne znaczenie ekonomiczne dla obu środowisk.

Jeśli Polityka Architektoniczna Państwa wzmocni pozycję architektów jako naturalnych „liderów” procesu projektowego — co mogłoby wynikać z jej nazwy i narracji — może to przełożyć się na przepisy, które faworyzują pracownie architektoniczne przy przetargach. Inżynierowie budownictwa to widzą. I reagują — może nie elegancko, ale z wyprzedzeniem.

Jaki jest efekt tej kłótni dla zwykłego człowieka?

Bezpośrednio — żaden. Ta bitwa toczy się w salach konferencyjnych i korespondencji z ministrami, nie na budowach ani w urzędach.

Pośrednio — całkiem spory. Jeśli Polityka Architektoniczna Państwa powstanie jako dokument zdominowany przez jedno środowisko zawodowe, może to przez lata kształtować przepisy w sposób, który jednym grupom sprzyja, a innym nie. A kiedy przepisy są pisane pod lobbystów, a nie pod interes publiczny, jakość budownictwa na tym traci. I to już odczuwa każdy, kto kupuje mieszkanie, korzysta ze szpitala czy jeździ po drodze z niedoróbkami.

Chaos przestrzenny polskich miast — zabudowa bez infrastruktury, osiedla bez szkół i sklepów, blokowiska bez drzew i przestrzeni publicznej — to nie jest efekt złej architektury ani złej inżynierii. To efekt złego planowania i złego zarządzania procesem budowlanym. I żadna Polityka Architektoniczna tego nie naprawi, jeśli powstanie jako dokument jednej korporacji zawodowej.

Dlatego warto śledzić, czym skończy się ten spór. Nie dlatego, że jest ciekawy sam w sobie. Ale dlatego, że wynik tej kłótni będzie miał wpływ na to, jak będzie wyglądała Polska za 20 lat.


Podstawa: Stanowisko PIIB wobec Polityki Architektonicznej Państwa (2026), Odpowiedź organizatorów Kongresu Architektury Polskiej 2026 na List otwarty PIIB.

Materiały na egzamin

Sprawdzone pomoce, z którymi ponad 53 000 osób zdobyło uprawnienia budowlane

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *