Kategorie
Aktualności

Wielkie otwarcie nowej siedziby MOIIB. Byli wszyscy. No prawie.

We wtorek, 12 maja 2026 r., Mazowiecka Okręgowa Izba Inżynierów Budownictwa uroczyście otworzyła swoją nową siedzibę przy ul. Bluszczańskiej 71 w Warszawie. Jak przystało na wydarzenie określone jako „wyjątkowy dzień dla całego środowiska inżynierów budownictwa”, zadbano o odpowiednią oprawę: oficjalne przemówienia, przecięcie wstęgi, zwiedzanie obiektu, garden party, uroczystą kolację w hotelu oraz koncert Gwiazdy Wieczoru.

Było więc dostojnie, elegancko i z rozmachem. Byli przedstawiciele władz, urzędów, samorządów, organizacji branżowych, uczelni, izb z całej Polski, kancelarii, instytucji i administracji. Lista gości robi wrażenie. Można powiedzieć, że środowisko było reprezentowane bardzo szeroko.

Z jednym małym zastrzeżeniem.

W tym „całym środowisku inżynierów budownictwa” najwyraźniej zabrakło miejsca dla zwykłych członków Izby. Tych, którzy co miesiąc lub co rok opłacają składki. Tych, dzięki którym samorząd zawodowy w ogóle funkcjonuje. Tych, z których pieniędzy utrzymywane są struktury, biura, działalność i, ostatecznie, także takie inwestycje jak nowa siedziba.

Członkowie byli więc obecni w sposób najbardziej praktyczny: finansowo.

Siedziba członków, ale bez członków

Nowa siedziba MOIIB przy ul. Bluszczańskiej 71 i 73 została zakupiona po podpisaniu aktu notarialnego w marcu 2025 r. Jak podkreślono w oficjalnej relacji, zakup otworzył przed Izbą nowe możliwości rozwoju oraz jeszcze lepszej obsługi, wsparcia i doskonalenia zawodowego członków MOIIB.

Brzmi pięknie. Właśnie tak powinna brzmieć idea samorządu zawodowego: członkowie składają się na wspólną instytucję, a ta instytucja służy im lepszą obsługą, większą dostępnością, wsparciem merytorycznym i realną reprezentacją interesów zawodowych.

Problem zaczyna się wtedy, gdy w najważniejszym symbolicznym momencie, czyli podczas uroczystego otwarcia tej wspólnej siedziby, członkowie stają się bardziej tłem niż uczestnikami.

Bo trudno nie zadać prostego pytania: skoro siedziba ma służyć członkom, skoro została kupiona i utrzymywana ze środków pochodzących ze składek członkowskich, skoro jest przedstawiana jako dobro całego środowiska, to dlaczego podczas jej otwarcia zabrakło właśnie szerokiej reprezentacji tego środowiska?

Oczywiście można powiedzieć, że nie da się zaprosić wszystkich. To prawda. Mazowiecka Izba liczy tysiące członków, więc fizycznie trudno byłoby pomieścić każdego zainteresowanego. Ale między „nie da się zaprosić wszystkich” a „uroczystość odbywa się głównie w gronie oficjeli” istnieje jednak pewna przestrzeń. Można było zaprosić reprezentację zwykłych członków. Można było zrobić otwarte zapisy. Można było zorganizować osobny dzień otwarty. Można było pokazać, że członek Izby nie jest wyłącznie płatnikiem składki, lecz rzeczywistym gospodarzem tej instytucji.

Można było.

Wielka pompa i jeszcze większa lista gości

Program wydarzenia był imponujący. O godzinie 16:00 rozpoczęła się część oficjalna oraz garden party na patio nowej siedziby. Gości powitali Przewodnicząca Okręgowej Rady MOIIB Ilona Łącka oraz Zastępca Przewodniczącej Roman Lulis. Następnie podsumowano najważniejsze wydarzenia i sukcesy Mazowieckiej Izby z ostatnich czterech lat.

Kulminacyjnym momentem było uroczyste przecięcie wstęgi. Tego aktu dokonali przedstawiciele władz Izby oraz Zastępca Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Potem zaproszeni goście mogli zwiedzić nową siedzibę.

Wieczorem uroczystości przeniosły się do Hotelu Airport Okęcie, gdzie odbyła się druga część wydarzenia: oficjalne wystąpienia, kolacja i koncert Hani Stach.

Nie sposób odmówić organizatorom rozmachu. Było reprezentacyjnie. Było prestiżowo. Było tak, jak lubią instytucje: dużo nazwisk, dużo funkcji, dużo tytułów, dużo wzajemnych podziękowań.

W wydarzeniu uczestniczyli między innymi przedstawiciele Sejmu, Zarządu Województwa Mazowieckiego, Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, nadzoru budowlanego, samorządów, uczelni, organizacji technicznych, radców prawnych, izb zawodowych i okręgowych izb inżynierów budownictwa z innych regionów Polski.

Lista jest długa. Tak długa, że sama jej lektura zajmuje więcej czasu niż niejedno zebranie członków Izby.

I właśnie dlatego robi się ciekawie.

Bo im bardziej imponująca jest lista zaproszonych oficjeli, tym wyraźniej widać nieobecność tych, którzy nie mają przed nazwiskiem funkcji, stanowiska ani tytułu. Tych, którzy po prostu projektują, kierują budowami, sprawdzają dokumentacje, odpowiadają zawodowo za swoje decyzje, płacą obowiązkowe składki i liczą, że ich samorząd zawodowy będzie pamiętał, dla kogo istnieje.

Samorząd zawodowy czy klub reprezentacyjny?

Samorząd zawodowy nie jest prywatnym klubem kilku osób funkcyjnych. Nie jest też sceną do autoprezentacji, na której najważniejsze jest, kto z kim przeciął wstęgę i kto pojawił się przy stoliku honorowym. Samorząd zawodowy ma sens tylko wtedy, gdy realnie opiera się na swoich członkach.

To członkowie są jego fundamentem. Nie dekoracją. Nie statystyką w sprawozdaniu. Nie pozycją w budżecie. Fundamentem.

Dlatego uroczyste otwarcie nowej siedziby powinno być przede wszystkim świętem członków Izby. Oczywiście obecność przedstawicieli władz publicznych, instytucji i organizacji branżowych jest zrozumiała. Takie wydarzenia mają swój protokół, rangę i wymiar reprezentacyjny. Nikt rozsądny nie oczekuje, że przecięcie wstęgi odbędzie się w ciszy, przy termosie z kawą i plastikowych krzesłach.

Ale proporcje mają znaczenie.

Jeśli w relacji z wydarzenia dominują oficjele, funkcje, stanowiska, wystąpienia i bankietowa oprawa, a członkowie Izby pojawiają się głównie jako adresaci przyszłej „lepszej obsługi”, to trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś pomylił gospodarzy z publicznością. Albo gorzej: z fundatorami, których nie trzeba zapraszać, bo i tak już zapłacili.

Najpierw składka, potem dystans

Każdy członek Izby wie, że przynależność do samorządu zawodowego wiąże się z obowiązkami. Składki, ubezpieczenia, odpowiedzialność zawodowa, formalności, szkolenia, zaświadczenia, procedury. To codzienność wykonywania samodzielnych funkcji technicznych w budownictwie.

Tym bardziej członkowie mają prawo oczekiwać, że Izba będzie traktować ich podmiotowo. Nie tylko wtedy, gdy trzeba przypomnieć o płatności. Nie tylko wtedy, gdy trzeba wykazać liczbę członków w sprawozdaniu. Nie tylko wtedy, gdy dobrze brzmią w oficjalnym komunikacie jako „środowisko inżynierów budownictwa”.

Podmiotowość oznacza także udział w symbolicznych momentach. A otwarcie nowej siedziby jest właśnie takim momentem. To nie jest zwykłe przecięcie wstęgi. To komunikat: „to jest nasze miejsce”.

Tylko że „nasze” brzmi inaczej, gdy rzeczywiście można tam być.

Symbol, którego chyba nie planowano

Najbardziej ironiczne w całej sprawie jest to, że nowa siedziba miała symbolizować rozwój, nową jakość i lepszą obsługę członków. Tymczasem sposób świętowania jej otwarcia może zostać odebrany jako symbol czegoś zupełnie innego: dystansu między władzami Izby a szeregowymi członkami.

Oto powstaje reprezentacyjny budynek, kupiony z myślą o członkach i utrzymywany dzięki członkom. Oto odbywa się jego uroczyste otwarcie. Oto przybywają zaproszeni goście, oficjele i reprezentanci licznych instytucji. Oto są przemówienia, kolacja, koncert i pełna ceremonialna oprawa.

A przeciętny członek Izby może o tym wszystkim przeczytać po fakcie.

To nie jest najlepszy sposób budowania wspólnoty zawodowej. To raczej sposób budowania przekonania, że Izba ma dwa poziomy: reprezentacyjny, dostępny dla zaproszonych, oraz składkowy, dostępny dla wszystkich pozostałych.

Co można było zrobić inaczej?

Wbrew pozorom nie chodzi o to, aby negować potrzebę organizacji uroczystości. Nowa siedziba dużej okręgowej izby to ważne wydarzenie. Warto je oznaczyć, warto pokazać partnerom instytucjonalnym, warto zaprosić gości, warto przeciąć wstęgę i powiedzieć kilka słów o historii, wysiłku organizacyjnym oraz planach na przyszłość.

Chodzi o to, że przy odrobinie dobrej woli można było nadać temu wydarzeniu bardziej członkowski charakter.

Można było zorganizować otwarte zwiedzanie dla członków w kolejnych dniach. Można było zaprosić reprezentantów różnych grup zawodowych: projektantów, kierowników budów, inspektorów nadzoru, młodych inżynierów, seniorów zawodu. Można było przeprowadzić losowanie miejsc wśród zainteresowanych. Można było transmitować część oficjalną. Można było przygotować spotkanie informacyjne o kosztach, planach wykorzystania siedziby i korzyściach dla członków.

Przede wszystkim można było wysłać prosty sygnał: pamiętamy, kto tworzy Izbę.

Bo samorząd zawodowy nie powinien bać się swoich członków. Powinien ich zapraszać, słuchać i traktować jak współwłaścicieli wspólnej instytucji.

Gratulacje, ale z pytaniem

Nowej siedziby można Mazowieckiej Izbie pogratulować. To bez wątpienia ważna inwestycja i duże organizacyjne przedsięwzięcie. Jeżeli rzeczywiście przełoży się na lepszą obsługę, sprawniejsze funkcjonowanie biura, więcej szkoleń, większą dostępność i realne wsparcie dla inżynierów, będzie to dobra wiadomość dla całego środowiska.

Ale gratulacjom powinno towarzyszyć pytanie: dla kogo jest ta Izba?

Jeżeli dla członków, to członkowie powinni być widoczni nie tylko w budżecie, ale również w życiu instytucji. Nie tylko jako adresaci komunikatów, ale jako uczestnicy. Nie tylko jako płatnicy, ale jako gospodarze.

Uroczyste otwarcie nowej siedziby MOIIB miało być świętem środowiska inżynierów budownictwa. I rzeczywiście mogło nim być. Szkoda tylko, że tak wielu inżynierów mogło poczuć się w tej historii jak ktoś stojący za ogrodzeniem: blisko budynku, ale daleko od decyzji, zaproszeń i symbolicznego środka wydarzeń.

Nowa siedziba już została otwarta.

Teraz pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś równie uroczyście otwarta zostanie sama Izba. Dla własnych członków.

Materiały na egzamin

Sprawdzone pomoce, z którymi ponad 53 000 osób zdobyło uprawnienia budowlane

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *