Rząd chce zlikwidować uprawnienia budowlane
„Rzeczpospolita” dotarła do rządowych planów deregulacyjnych, zapowiadanych w expose premiera Tuska. Wynika z nich, że połowa regulowanych zawodów zostanie otwarta. Dostępu do kariery nie będą blokować organizacje branżowe.
Zakłada się, że na koniec studiów absolwenci będą zdawać specjalne egzaminy państwowe, które automatycznie dadzą im prawo rozpoczęcia kariery w zawodach regulowanych. Ma to objąć świeżo upieczonych m.in. architektów, inżynierów czy urbanistów.
W ten sposób ma zostać otwarty dostęp do ok. 160 zawodów regulowanych. W Polsce jest ich obecnie 380, najwięcej w Europie (w Szwecji – 91, Finlandii – 122). W źródłach rządowych „Rz” dowiedziała się, że dla ok. 70 zawodów, m.in. pośrednika nieruchomości, przewodnika, pozostaną określone jedynie wymagania formalne, bez konieczności komisyjnej weryfikacji wiedzy.
Likwidacja zawodów regulowanych może zwiększyć zatrudnienie o 15-20 proc. w poszczególnych profesjach, szacuje Kazimierz Sedlak z firmy Sedlak&Sedlak.
Pomysł otwarcie krytykują samorządy inżynierów budownictwa oraz architektów, argumentując, że może to w znaczący sposób pogorszyć jakość usług oferowanych przez inżynierów. Dodatkowo samorządy podważają kompetencje Uczelni do przeprowadzania tego typu egzaminów.
Dużym problemem jest tutaj jakość kształcenia na uczelniach technicznych. Nie od dziś wiadomo, że wiedza zdobyta na studiach ma się nijak do tej potrzebnej w pracy inżyniera ( Wyniki ankiety dotyczącej jakości kształcenia na uczelniach technicznych).
Dodatkowo w przypadku zawodów „budowlanych” do zdobycia uprawnień wymagane są praktyka i doświadczenie, więc weryfikacja umiejętności kandydatów byłaby niepełna.
źródło: PAP
Czekamy na Wasze opinie i komentarze…





15 stycznia 2012
Dla młodych ludzi kończących studia nie są problemem korporacje tylko przepisy prawne regulujące ich działanie. np. zmiany opisane w manifeście.
„Uprawnienia budowlane” które pozwalają samodzielnie wykonywać funkcje techniczne w budownictwie, zaczęto nadawać od 1928r. miały tyle zakresów, zmian, wyjątków, działały w różnych systemach nie sposób to wszystko porównywać.
Wszystkie osoby, które na podstawie tych różnych przepisów uzyskały „uprawnienia budowlane” pracują wciąż w szeroko rozumianym budownictwie.
Moim zdaniem powinniśmy wprowadzić przepisy takie jak funkcjonują w landach niemieckich ponieważ ich gospodarka rozwija się najlepiej a specjaliści z Niemiec projektują i budują na całym świecie, absolwenci z Polski też tam wyjeżdżają (tam nie ma takich barier).
System powinien polegać na tym, że nikogo się nie dyskryminuje, ocenia się wykonaną pracę a nie papierki oraz wykonując daną czynność bierze się pełną odpowiedzialność. Czyli przede wszystkim doświadczenie, rzetelność, wiedza.
Trudno się nie zgodzić z opinią samorządów zawodowych skoro np. profesor akademicki zajmujący się np. budownictwem ogólnym uczący studentów nie zaprojektował ani nie zbudował żadnego budynku a nawet jak by chciał to zrobić to nie może bo nie ma odpowiednich „uprawnień budowlanych”
16 stycznia 2012
niemcy to bardzo dobry przyklad. cos takiego jak ‘uprawnienia budowlane’ nie istnieje…
przeciez po to konczy sie studia zeby moc pracowac w danym zawodzie. niemiecka droga czyli studia plus 2 lata pracy w zawodzie sa doskonaly sposobem wprowadzenia wysokiej jakosci (dzieki konkurencji) w branzy budowlanej.
egzaminy ‘panstwowe’ to absurd, korupcja, strata czasu i na dodatek zupelnie nie weryfikuja kwalifikacji inzynierow…
16 stycznia 2012
Ciekawe, że w większości krajów nie istnieje coś takiego jak „Uprawnienia Budowlane” i nie tylko nie mieszkają w ziemiankach i szałasach, ale nawet mają kilku-pasmowe drogi i wieżowce kilkuset metrowej wysokości, a katastrofy budowlane zdarzają się niezwykle rzadko.
20 stycznia 2012
Izby protestują bo boją się likwidacji przypływu kolosalnych pieniędzy w postaci obowiązkowego członkostwa w postaci kilku milionów zł czystego dochodu gwarantowanego ustawą!
20 stycznia 2012
W krajach arabskich obecnie stawiają najbardziej zaawansowane budowle np. w Katarze, Kuwejcie, itd.
Na wschodzie, USA podobnie. Wszędzie tam nie wymagają „uprawnień budowlanych” tylko publikacji, i zaangażowanie w działalności naukowej. Jednoczą się w różne nieprzymusowe stowarzyszenia i dosłownie dzielą się wiedzą. Czy komuś pomogła Izba ? albo czy publikuje jakieś naprawdę dobrej jakości artykuły? Czasopismo Inżynier budownictwa ? CO to jest?? W jaki sposób czuwają? Po prostu nie dopuszczają tych którzy nie należą do układu. Co izba to inna interpretacja wypełniania książki praktyk. Może fakt działają o ustawę. Ale ta ustawa jest pod nich pisana.
29 stycznia 2012
Uprawnienia to dyskryminacja Polskich Inżynierów, pomijając że obowiązek przynależności do Izby Inżynierów ogranicza dostęp do zawodu co jest NIEZGODNE Z KONSTYTUCJA RP !!
30 stycznia 2012
Dajcie spokój, po studiach to człowiek nic nie wie. Po 6,5 latach pracy Coś wiem. Zgadzam się na uprawnienia po studiach ale praca w zawodzie min. 2 lata + 1 rok na budowie – rzadko wypełniane w rzeczywistości (1 rok na budowie), za to bardzo potrzebne. Wtedy można dawać uprawnienia z automatu – człowiekowi, który pracował w zawodzie. Ciekawy jestem dlaczego urzędnicy wymagają przy przetargach np. 3 projektów podobnych obiektów w ciągu 3 ostatnich lat, niech zrezygnują, wtedy wszyscy będziemy równi – ci którzy mają uprawnienia. Za to Kowalskiemu chcą zafundować właśnie taki Raj. Zresztą zawód i tak jest już zeszmacony do niskich cen. Kiedyś porównywany do zawodu lekarza i adwokata, dzisiaj się każdy krzywi jak słyszy cenę. A jak wprowadzą zmiany to można się pakować i na zachód jechać. Dokumentację będziemy w Indiach zlecać tak biura w Wielkiej Brytanii.
10 lutego 2012
Hmmm, może i są ludzie, którzy po studiach wszystko już wiedzą i wystarczy ich zatrudnić, by z powodzeniem zbudowali 100km autostrady bez żadnych problemów. Na kontraktach dzieją się takie rzeczy, że czasami głowa mała. A rząd chce, żeby np jakiś 25 letni świeżo upieczony student od razu był kierownikiem budowy, bez żadnego poświadczonego doświadczenia. Nie sądzę, żeby umysły młodych ludzi, studentów, były tak chłonne i pewne siebie, że wycofanie uprawnień otworzy drogę na zupełnie nowe horyzonty. Zawód inżyniera to jednak kwestia doświadczenia i przejścia pewnych etapów na budowach, a nie beznamiętna praca typu „o jeeeeeeeju, jestem kierownikiem, nic nie umiem ale taaaaak mi ciężko”. Moim zdaniem taka sytuacja jest niedopuszczalna. Doświadczenie na budowie musi być. W pracy trzeba się starać i pilnować budowy. To nie jest coś takiego, że wszyscy inni robią, a ja mogę pić i sobie dyndać. Uprawnienia są właśnie PO TO potrzebne, by człowiek, który je zdobył, legitymował się tym, że można na nim polegać na budowie i że nie zawali. Bez uprawnień albo doświadczenia, potwierdzonego przez instytucje do tego uprawnione, taki człowiek to zwykły beznamiętny konsumpcyjny człek. Niezbyt rokujące, szczerze powiedziawszy.
Wyobraźmy sobie sytuację – ktoś bez uprawnień (czytaj doświadczenia) staje oko w oko z problemem na budowie. Co wtedy? Załamuje ręce i mówi – to wasz problem, ja jestem kierownikiem, tak samo jak „mój mąż z zawodu jest dyrektorem”… Ludzie, budowa stanie i co wtedy? Takiej kolei rzeczy chcecie? Bo ja nie.
11 lutego 2012
Jestem za egzaminami, nawet państwowymi. Jestem za praktyką zawodową, którą można udokumentować w dzienniku praktyki zawodowej (choć wymagania, co do sposobu wypełnienia go- bardzo wygórowane lub przynajmniej niestosowne). Tylko dlaczego mając tytuł inżyniera i doświadczenie zawodowe, do uprawnień wymaga się ode mnie tytułu naukowego!!! Może w tym miejscu leży środek?
17 lutego 2012
uprawnienia budowlanne owszem ale dlaczego pryznawane po iluś latach praktyki czy nie można tego skrócić gdy bym ja chciał zrobić takie uprawnienia to muszę zalożyć książkę i czekać a mam 20 lat praktyki i co trzy lata biegać z książką projekty które wydzialem przez te lata, urządzenia i pomysly są wdrażane powiem krótko zostawić uprawnienia rynkowi i urzędom które mogą takie projekty sprawdzać i tak urzędników mamy nadto a ludzie po studiach czy dobrych technikach potrafią projektować czy prowadzić roboty tylko trzeba im to umożliwić jeden egzamin państwowy co jakiś czas co 10 lat oplacany wedlug procentu średniej krajowej i po bólu a resztę zrobi rynek
18 lutego 2012
Zgadzam się z przedmówcami. Słuchajcie, rząd najwyraźniej się pogubił w kolejnej odsłonie – zmian zw z uprawnieniami. To jest niedopuszczalna sytuacja, żeby studenci dostali na dyplomie stempelek, który uprawomocni ich całą rzeszę do tego, by pełnoprawnie pełnili samodzielne funkcje w budownictwie ! Panie premierze Tusk, co z odpowiedzialnością, co z doświadczeniem, wiedzą fachową potrzebną do przelania na realny świat budownictwa a zdobywaną jak dotąd często wiele lat ciężkiej pracy, nauki a i tak często okazuje się że mamy jej wciąż za mało.
Wierzyć się nie chce, że Polacy mieliby mieszkać i pracować pod dachami, które w każdej chwili mogłyby się ugiąć lub zawalić. Ksiązka praktyk – tak, uprawnienia – tak ,min. 3 lata dośw. i rzeczywistej pracy w zawodzie – tak, izby arch. – to już chyba lepiej, żeby zostały , nawet razem z leśnymi dziadkami.
Pozdrowienia…studenci- wracać do książek…
20 lutego 2012
@Mr Cox
Sprawa polega na tym, że nikt przy zdrowych zmysłach nie zatrudni świeżaka po studiach na stanowisko kier. bud. – chyba, że Ty tak postąpiłbyś. Ja specjalizuję się w innym zakresie budownictwa niż wyginanie prętów i liczenie gruszek z betonem o 2 w nocy i choć mam sporą wiedzę nt. budownictwa nie mogę być pełnoprawnym członkiem procesu…
Jestem jak najbardziej za likwidacją uprawnień budowlanych. Powinna być pozostawiona możliwość zdawania egzaminów i przynależności do określonych związków/grup, która dawałaby pewien obraz danego zawodnika. Jak widzę gościa z uprawnieniami, którego ja (bez uprawnień) muszę pouczać jak ma coś zrobić, czy przypilnować swoich pracowników, żeby przestrzegali BHP, to rączki mi opadają.
Pozdrowienia,
ANDY